loader image

Liczba zadanych pytań

00092
zadaj pytanie

Nie ma takich danych, że jaskra współistnieje, że jest chorobą, która towarzyszy stwardnieniu rozsianemu. Raczej są to dwie odrębne choroby. Inaczej jest z zaćmą, zwłaszcza z zaćmą posterydową i faktycznie taką zaćmę u pacjentów z wieloletnim stwardnieniem rozsianym, którzy mieli wiele sterydoterapii (wiele pulsów solu-medrolu), stwierdza się dość często. Zaćma posterydowa to powikłanie nie stwardnienia rozsianego, ale terapii sterydowej. Jeśli chodzi o jaskrę, to faktycznie występuje tutaj zanik nerwu wzrokowego, podobnie jak w pozagałkowym zapaleniu nerwu wzrokowego, ale o zupełnie innej etiologii. W SM zanik nerwu wzrokowego związany jest z demielinizacją nerwu, natomiast jaskra jest związana z zanikiem nerwu w wyniku wzmożonego ciśnienia śródgałkowego, a więc z bardziej uciskiem i wtórnie niedokrwieniem nerwu wzrokowego. Są to dwie jednostki chorobowe i na pewno obie muszą być leczone, zarówno u okulisty jak i u neurologa.

Niestety to prawda. Faktycznie choroby autoimmunologiczne „lubią się” nawzajem. W przebiegu stwardnienia rozsianego pacjenci na przykład często chorują na Hashimoto, czyli autoimmunologiczne zapalenie tarczycy. Dość często obserwujemy współistnienie tych dwóch chorób. Wśród swoich pacjentów mamy też takich, którzy mają wrzodziejące zapalenie jelita grubego, a więc mają i SM i wrzodziejące zapalenie jelita grubego, ale tutaj mamy leki, które działają i na jedną i na drugą chorobę. Dobieramy wówczas  takie leki, które będą hamowały autoimmunologię skierowaną przeciwko ośrodkowemu układowi nerwowemu i przeciwko kosmkom jelitowym. Natomiast to nie jest też tak, że tylko w stwardnieniu rozsianym choroby autoimmunologiczne się lubią. Również w innych chorobach autoimmunologicznych widzimy takie współistnienie, chociażby w miastenii, w NMOSD, czyli w zespole Devica. Dlaczego tak jest? Zawsze powtarzam, że stwardnienie rozsiane to nie jest choroba układu nerwowego, to tak naprawdę choroba układu immunologicznego. I ten układ immunologiczny zaczyna „wariować” i atakować komórki układu nerwowego. Stąd mamy stwardnienie rozsiane. W miastenii układ immunologiczny zmienia swoje funkcjonowanie i atakuje złącze nerwowo-mięśniowe. W przebiegu Hashimoto zaczyna nam atakować komórki tarczycy i tak dalej i tak dalej. Jeśli jest to więc choroba układu immunologicznego, która atakuje jeden układ, to istnieje prawdopodobieństwo, że będzie też choroba immunologiczna, która atakować będzie też inny układ, chociażby skórę, bo w przebiegu stwardnienia rozsianego niektórzy pacjenci mają chociażby współistnienie bielactwa, łuszczycy, a więc autoimmunologicznych chorób dermatologicznych.

Pierwsze dane, chyba sprzed lat dwutysięcznych, faktycznie sugerowały, że stwardnienie rozsiane może być powiązane z wyższym ryzykiem zachorowania na nowotwór. Natomiast ostatnie obserwacje, takie bardzo duże, populacyjne (ostatnia metaanaliza opublikowana w 2020 roku) tego nie potwierdziły. Zauważono, że częstość występowania nowotworów w populacji pacjentów ze stwardnieją rozsianym jest dokładnie taka sama jak w populacji ogólnej. Próbowano również oszacować pewne czynniki ryzyka, czyli co może zwiększać ryzyko zachorowania na nowotwór. Okazało się, że ani postać stwardnienia rozsianego na to nie wpływa, czyli czy jest to postać rzutowa, czy postać postępująca pierwotnie czy wtórnie, nie wpływa też płeć. Natomiast potwierdzono, że wiek chorego może wpływać na występowanie nowotworów, tak samo jak w populacji ogólnej. Wiek starszy, zwykle powyżej 55 roku życia, to jest ten wiek, kiedy zaczynamy myśleć o ryzyku nowotworzenia u naszych pacjentów. Trochę dyskutuje się na temat wpływu już nie samej choroby, na nowotwór, ale również leków modulujących przebieg choroby. No bo w końcu wpływają one na układ immunologiczny, niektóre działają immunosupresyjne, a więc powodują deplecję limfocytów, więc być może to ryzyko zachorowania na nowotworu może być większe. Stąd też pacjenci, którzy stosują leki immunosupresyjne, powinni być nadzorowani w aspekcie kontroli nowotworów. Pacjenci stosujący modulatory receptora S1P (grupa leków modulujących przebieg choroby) są kierowani raz do roku na badania skóry. W przypadku innych leków, na przykład przeciwciał anty-CD20, powinniśmy wykonać diagnostykę nowotworu piersi, a więc u kobiet starszych mammografia, u kobiet młodszych USG piersi. Dane te na pewno są dalej zbierane. Na chwilę obecną nie mamy potwierdzonego zwiększonego ryzyka leków modulujących przebieg choroby na ryzyko nowotworzenia, ale myślę, że każdy z nas czujność diagnostyczną, obserwacyjną u naszych pacjentów powinien zachować i powinien na ten temat z pacjentami również dyskutować. Natomiast samo SM na pewno nie.

To również bardzo indywidualna sprawa, bo zależy od tego jaki to jest nowotwór i na jakim etapie leczenia. Większość leków chemioterapeutycznych to leki, które też osłabiają układ odpornościowy. W związku z tym nie można ich łączyć z lekami na stwardnienie rozsiane, bo można spotęgować działania niepożądane i w większości przypadków, jeśli pacjent choruje na SM i dowiaduje się, że ma nowotwór i że zalecana jest chemioterapia, to wstrzymujemy leczenie SM aż pacjent z tego nowotworu zostanie wyleczony – nie będzie już efektu chemioterapii i będzie mógł wrócić do leczenia stwardnienia rozsianego. Być może zmienimy też wtedy lek. Są natomiast sytuacje, kiedy mamy na przykład nowotwory leczone wyłącznie hormonalnie i wtedy nie ma jakiś specjalnych przeciwwskazań, żeby takie leczenie, zwłaszcza z pewnymi grupami leków na SM, współistniało. Sprawa jest bardzo indywidualna, natomiast na pewno nigdy żaden neurolog nie będzie włączał terapii na SM u pacjenta, który jest aktualnie z jeszcze niewyjaśnioną chorobą onkologiczną, bo wtedy znów mówimy o „wadze” choroby. Stwardnienie rozsiane wpływa na sprawność i jakość życia, ale wiele nowotworów potencjalnie może wpływać na przeżycie, czyli to jest poziom wyżej i wtedy onkologia dominuje nad stwardnieniem rozsianym. Trzeba najpierw wyleczyć nowotwór i dopiero wtedy pomyśleć o włączeniu leku na SM. Zaznaczam, że wiele leków z chemioterapii to leki, które na SM mogą działać korzystnie – hamować postęp choroby, jej aktywność zapalną, bo po prostu niszczą układ odpornościowy. A więc dodatkowym efektem chemioterapii może być też korzystny wpływ na stwardnienie rozsiane. Wcale nie potrzeba wtedy dodatkowego leku. Zależy więc to wszystko od nowotworu, od etapu terapii, od rodzaju leczenia onkologicznego. To bardzo złożony temat, nie ma też jednoznacznego wykluczenia, zwłaszcza gdy u pacjenta występuje nowotwór w wywiadzie, czyli w przeszłości. Bo jeśli chorował on kiedyś na nowotwór, z którego został wyleczony, a pacjent jest obserwowany – na przykład miał raka tarczycy 5 lat temu i jest raz na rok badany pod kątem wznowy, to leki „łagodne” immunologicznie, a w programie leczenia SM mamy takich kilka, może stosować. Jednocześnie oczywiście musi być pod kontrolą onkologiczną. A więc jest to sprawa bardzo indywidualna.

Nasz mózg i rdzeń kręgowy, czyli ośrodkowy układ nerwowy jest „chroniony”. Znajduje się tam bariera krew-mózg, która blokuje przenikanie pewnych substancji. Wiele substancji, które przyjmujemy i dostają się do krwi, nie są w stanie przeniknąć do ośrodkowego układu nerwowego.

Inozytol może być podwyższony, ponieważ w mózgu dochodzi do rozpadu komórek nerwowych, więc nie ma to bezpośredniego przełożenia na to, że jeśli Pani przyjmie mio-inozytol, to automatycznie przez to zwiększy się jego poziom w mózgu.

Jak najbardziej nie ma żadnych przeciwskazań do stosowania suplementacji.

PL2209301408