loader image

Liczba zadanych pytań

00085
zadaj pytanie

Odpowiedź wydawałaby się prosta, bo teoretycznie zabiegi takie jak mikrodermabrazja nie są przeciwwskazane w stwardnieniu rozsianym. To znaczy samo stwardnienie rozsiane nie wpływa na to, czy można mieć dermabrazję, peeling kawitacyjny, zabiegi typu endermologia, laser. To wszystko jest dozwolone, kiedy choruje się na stwardnienie rozsiane. Natomiast sytuacja może się zmienić w przypadku pacjenta leczonego lekiem, który powoduje u niego spadek odporności. Każdy, kto stosuje któryś z leków w programie lekowym wie, że podstawowe działanie niepożądane w zasadzie większości leków immunologicznych to osłabienie odporności. Jeśli pacjent ma w danym momencie spadek odporności, a lekarz mówi mu, że limfocyty są u niego niskie czy – na przykład – jeszcze na granicy, to w tej sytuacji taki zabieg może się wiązać z większym ryzykiem powikłań. Jeśli jest słabsza odporność, to mikrodermabrazja na przykład, czyli mocne ścieranie naskórka, może potencjalnie wywołać jakąś infekcję skóry. Natomiast u pacjenta, który ma prawidłową odporność, czyli nie ma działań ubocznych leku immunologicznego (a większość pacjentów nie ma działań ubocznych), nie ma przeciwwskazań. Muszę więc odpowiedzieć, że jest to indywidualne. Na pewno zawsze warto zapytać swojego lekarza i ja mam bardzo często takie pytania od moich pacjentów. Natomiast sama choroba nie jest przeciwwskazaniem do tego typu zabiegów.

Osoby ze stwardnieniem rozsianym, tak jak każde inne, mają „prawo” mieć inną chorobę, albo też chcieć poprawić urodę. Oczywiście zabiegi, operacje plastyczne mają różne wskazania, czasem są koniecznością, jak na przykład w przypadku dużej blizny czy operacji bariatrycznej u pacjentów borykających się z otyłością. Tak więc czasem wykonanie takiego zabiegu jest bezwzględnie wskazane u pacjenta i wówczas na ogół piszemy – jeśli pacjent ma niezaburzoną odporność – że z punktu widzenia neurologicznego nie ma takich przeciwwskazań. Pacjenta należy traktować indywidualnie, zrozumieć jego różne potrzeby, ale bezpieczeństwo pacjenta powinno być zawsze nadrzędną wartością. Jeśli pacjent jest – na przykład – świeżo po rzucie, albo ma jakąś nową aktywność w rezonansie i/lub zmiany, które się wzmacniają po podaniu kontrastu, wówczas, jeśli zabieg nie jest niezbędny z punktu widzenia zdrowia czy życia pacjenta, to pewnie należałoby się zastanowić nad jego odroczeniem, ponieważ jakikolwiek zabieg, zwłaszcza zabieg w znieczuleniu ogólnym, jest w pewnym sensie stresem dla organizmu i może spowodować pogorszenie, kiedy pacjent będzie z tego zabiegu się regenerował. Wiadomo, że zabieg jest też zawsze ryzykiem jakiejś infekcji, a znów infekcja może sprzyjać wystąpieniu rzutu. A więc, jeśli pacjent jest akurat w labilnym momencie, w którym jego stan zdrowia, jeśli chodzi o SM, nie jest idealny, to pewnie nie jest to dobry moment na operację elektywną (czyli taką, która nie jest pilna i zależy od wyboru pacjenta). Samej w sobie operacji plastycznej nie zakazujemy, a wręcz wszystkie zabiegi (niektórzy zresztą chirurdzy już to wiedzą) nie są ogólnie u pacjentów z SM przeciwwskazane, natomiast indywidualnie, jeśli dołożą do tego się jakieś inne czynniki, jak właśnie niestabilna choroba czy immunosupresja (osłabienie odporności) to wtedy – w indywidualnych sytuacjach – możemy powiedzieć, że to nie jest dobry moment. To oczywiście nie dotyczy operacji ratujących życie.

To jest pytanie złożone i trudne. Wyjaśnię genezę, dlaczego takie pytania się pojawiają. Zawsze, gdy jesteście w gabinecie kosmetycznym czy u lekarza i wypełniacie ankietę na temat swojego stanu zdrowia, zaznaczacie, że macie chorobę autoimmunologiczną, czasem nawet jest to wyszczególnione, że to stwardnienie rozsiane. Problem polega na tym, że jeśli ma się chorobę z autoagresji, a SM właśnie taką chorobą jest, to układ immunologiczny pacjenta może mocno reagować na podanie jakiegokolwiek obcego białka (toksyna botulinowa, kwas hialuronowy). To są substancje, które podajemy z zewnątrz i może się zdarzyć, że u osoby, która ma chorobę z autoagresji, reakcja na to podanie będzie nieprawidłowa. W przypadku botoksu może to oznaczać jedynie to, że nie będzie tak silnego efektu, bo przeciwciała pacjenta mogą – upraszczając – zneutralizować tę toksynę. Natomiast w przypadku ostrzykiwania dodatkową substancją, jak na przykład kwasem hialuronowym, istnieje teoretyczne ryzyko wystąpienia jakichś nieprzyjemnych powikłań, jeśli wobec tego kwasu wytworzyłyby się przeciwciała. Może to być na przykład niekorzystny efekt estetyczny, czyli jakieś zgrubienia, rumienie. A więc ten zabieg może nie przynieść korzyści, a wręcz stać się zabiegiem, który spowoduje defekt kosmetyczny. Zatem ani botoks, ani kwas hialuronowy, pod warunkiem, że pacjent ma zachowaną odporność, nie są zabiegami, które mogą zaszkodzić w przebiegu stwardnienia rozsianego, ale po prostu ich efekty są nie do przewidzenia u osoby, która ma chorobę z autoagresji. Jeśli ktoś już je stosował w trakcie stwardnienia rozsianego i reakcja była dobra, to trudno jest nagle ich zakazać. Niemniej, jeśli ktoś robił je jeszcze zanim zachorował, to nie mamy gwarancji, że efekt kosmetyczny będzie pożądany. Stąd gabinety kosmetologiczne obawiają się pacjentom podawać tego typu substancje, by nie narażać się na niezadowolenie klientów. Ale – co do zasady – na chorobę na pewno nie ma to wpływu.