Mój mąż od 15 lat choruje na stwardnienie rozsiane, jest już osobą leżącą i od tego czasu cały czas dostaje te same leki. Widzę, że choroba postępuje, zmieniłam już lekarza, bo myślałam, że mężowi zmienią leki, ale jak zapisałam go do lekarza na NFZ to mówił, że zapisze mu takie same i tak zrobił. Co powinnam zrobić w tej sytuacji, bo widzę, że te leki już mu nie pomagają. Mąż nie mówi głośno tylko szeptem i to też niewyraźnie.
Bardzo mi przykro, bo rzeczywiście jest to bardzo trudna sytuacja. Postaram się Pani to wszystko wyjaśnić. Dlaczego opieka w tym momencie może tak wyglądać? Na początku trochę prawdy – mąż choruje 15 lat, jest osobą leżącą i postępuje pogarszanie, są też zaburzenia mowy. To wszystko wskazuje, że jest to postać postępująca, czyli ta komponenta zapalna jest już minimalna, a może być, że już jej nie ma i leki stosowane w stwardnieniu rozsianym nie mają już dużej skuteczności. Zmiana leczenia modyfikującego nie przyniesie żadnego efektu terapeutycznego, zwłaszcza, że leki stosowane w stwardnieniu rozsianym nie powodują cofania się objawów czy poprawy stanu klinicznego, tylko hamują tempo narastania progresji. I to jest powód, dla którego lekarze przepisują wciąż te same leki – jeżeli nie ma rzutów i nie ma aktywności rezonansowej, to zmiana leczenia nic nie da, a może być tak, że zaskutkuje działaniami niepożądanymi. Ale to też nie znaczy, że obecna opieka jest wystarczająca i mąż potrzebuje być może zupełnie innego rodzaju leczenia. Po tym, jeżeli już uznaliśmy, że aktywność zapalna może być u męża wygaszona, to trzeba jasno powiedzieć, że mamy strasznie dużo do zrobienia w leczeniu objawowym, bo nie można dopuścić do tego, żeby ta sfera była zaniedbana. To będzie decydowało o jakości życia. U Pani męża należy ocenić obecność spastyczności. Trzeba sprawdzić, czy istnieje ból i czy ten ból wpływa na pacjenta. Mówi Pani o zaburzeniach mowy – one często mogą przekładać się na lub poprzedzać zaburzenia połykania. Trzeba zobaczyć, czy występuje ryzyko aspiracji, czyli zakrztuszenia się, co z kolei wiąże się z ryzykiem zapalenia płuc. Należałoby też zbadać pacjenta pod kątem ryzyka depresji czy lęku. Na tym będziemy bazować, żeby móc znacznie jakościowo poprawić jakość jego życia. To jest taki moment, w którym neurolog może nie być już lekarzem jedynym, wiodącym albo najważniejszym. Zwłaszcza jeżeli mówi Pani, że występują zaburzenia mowy. Być może wskazana byłaby konsultacja logopedyczna, która by mogła wyjaśnić, dlaczego one są czy wynikają ze spastyki mięśni oddechowych. To jest bardzo ważne w kontekście planowania dalszej opieki. Ponadto, opieka nad osobą leżącą jest obciążająca i nie może być Pani tym wszystkim sama. I też chciałabym, żeby Pani zorientowała się w możliwościach wsparcia, na przykład taka opieka długoterminowa. Ważnym elementem opieki nad pacjentem leżącym może być również opieka wytchnieniowa. To wszystko może być kluczowe w tym, jak Pani sobie będzie radziła w tej sytuacji, a wtórnie – jak będzie ta opieka nad mężem dalej wyglądała. I wydaje mi się, że to jest bardzo dobry moment na taką szczerą rozmowę z lekarzem, na to, żeby zdiagnozować, sprecyzować, zdecydować, co jest priorytetem postępowania na tym etapie choroby. Stwardnienie rozsiane ma charakter postępujący. U części pacjentów w pewnym momencie dochodzi do takiego etapu, gdzie leczenie modyfikujące nie przynosi skutków, natomiast jest ogromnie dużo do zrobienia w poprawie jakości życia. I moment uznania granicy możliwości leczenia immunomodulującego powinien być momentem otwarcia spektrum terapii objawowych.
